Saturday, April 04, 2009

Istnienie, Bóg, a normy etyczne.

Dziś, dnia czwartego kwietnia, obudziłem się z lekkim kacem. Myślę, że warto było. Kac to u mnie klasyk, dopada zawsze rano, o ile dobrze rozumiem słowo kac, bo czym to przecież jest. Nie mogę jednoznacznie stwierdzić czegoś co nie jest w odpowiednio głęboki sposób wyjaśnione lub nie ma punktu odniesienia. Tak samo jak to czym jest słowo "bóg".

Nie przypadkowo piszę "kac", cały ten refleksyjno-filozoficzny tekst powstaje, gdyż wczoraj po spożyciu znacznej ilości alkoholu przyszły chęci na poważne tematy. Teraz z kolei spróbuje przynajmniej w minimalnym stopniu zdać relację z wczoraj.

Do rzeczy... od wieków naukowcy zastanawiali się nad przyczyną powstania wszechświata, świata, człowieka... Istniały różne teorię, z czasem powstały coraz to nowsze. Teraz stoimy na płaszczyźnie, w której to często filozoficzne i naukowe teorie zaprzeczają samemu sobie i powstaje jeden wielki miszmasz. Co z tego wyciągnąć dla siebie? Wnioskiem może być prawda płynąca z tego całego burdelu: "Człowiek to wszystko wymyślił". A jak wiemy człowiek jest istotą omylną. Co więc się stanie kiedy raz nieświadomie myląc się, próbujemy dalej tworzyć spójny ciąg logiczny? Tkwimy cały czas w błędzie, wciąż go powielając, a ewentualne niedociągnięcia zaokrąglamy tak jak nam wygodnie. Mało tego, gdy nasz tok rozumowania jest na zbyt skomplikowany, że nie każdy jest w stanie wystarczająco dobrze go zrozumieć, jaką mamy gwarancje że ktoś nas skoryguje? Albert Einstein na pytanie czy jest ktoś oprócz niego kto rozumie teorie względności, stwierdził ze sam jej dobrze nie rozumie. Nie zależnie tego co odpowiedział, większość go nie rozuma ie, jak więc może ktoś zbadać jego poprawność?! Takich prostych przykładów jest cała masa, każdy z nas coś podobnego wymyśli. Czy istnieje zatem jakiś punkt podparcia od którego można wysnuwać właściwe wnioski? Gdzie jest początek prawdy? Kto zapoczątkował życie? Jak to jest, że myślimy, czujemy? Transcendentna siła, uważana jest przez chrześcijan za stwórcę, zwie się bogiem. Ale chwila, a skąd się wzięła ta siła? I co było przed tym co stworzyło to co ją stworzyło. Podobne pytania kierować można do astronomicznej teorii powstania wrzechświata... wielki wybuch? Skąd na to energia i co wybuchło, bo jeśli coś wybuchło to znaczy ze już wcześniej było. Wszystko to zmierza do jednego, jeżeli się nie da tego wytłumaczyć to może przyjąć, że wszystko jest cykliczne? Czyżby teraz więcej rzeczy miało sens?

Jednak Bóg dla wielu to gruby facet z wąsem, wieżą oni bez żadnego przekonania. Zapytasz staruszkę czy wieży w boga i dlaczego to nazwie cie antychrystem i powie że głupie pytania zadaje. Ludzie idą zwykle tam gdzie inni ludzie, obowiązkowo odprawiając wszystkie nabożeństwa, tworząc sobie pewne dogmaty, które są wszak przypisane przez boga. Pojęcie bóg wydaje się być nadużywane. Zauważmy, że nie wiemy tak naprawdę co to jest.

Dla mnie ową siłą jest dobro. Jest to zupełny antonim zła, a przecież zło zwykle jest synonimem do ograniczania wolności drugiego człowieka. To jest właśnie pewnien punkt zaczepienia. Każdy człowiek powinien być wolny o ile nie ogranicza wolności drugiego człowieka. Dobro, z kolei nie ogranicza wolności, a daje ludziom miłość i uczucia, a to właśnie uczucia tworzą człowieka człowiekiem. Może to właśnie miłością, dobrem czy wolnością jest bóg? Czy wierząc w w miłość, dobro i wolność, wierzę w boga i czy doznam jakiegoś rajskiego życia pozaziemskiego, jeżeli nie obrządkuje, a wyznaje podstawowe prawa moralne i etyczne?

Reszta zostawiam wam.

P.S. Zmieniłem layout, tytuł i usunąłem archiwa. Reinkarnacja bloga. Częściej niż zwykle pisać nie zamierzam, jednak pozostane przy filozoficznych tematach.