Aby zbalansować co nieco to co opisałem post wcześniej chciałem nieco powspominać i dodać więcej entuzjazmu, bo dostrzegam, że macie mnie już za smutasa ;) Otóż, znajomi mają swoje wady owszem, dlatego kwalifikacja ich do miana przyjaciół odpada, może dlatego, że przyjacielem jest ktoś kryształowy, ale o tym chciałem na końcu. Znajomi przez te wiele lat zaopatrzyli mnie w wiele ciekawym doświadczeń oraz wrażeń, które zawsze będę ciepło wspominał. Pamiętam pierwsze imprezy u B., młodzi ludzie głodni wrażeń oczekiwali kiedy rodzice wyjadą. A wtedy lało się osiem flaszek. Pamiętam dziesięć minut poźniej wyprawę do kłodawskiego sklepu i rozmowę G. z człowiekiem, który miał nam pomóc zaopatrzyć się w kolejne porcje C2H5OH. Michał rozpoczyna wywodem, iż zwykle nie jest człowiekiem, który doprowadza się do takiego stanu, że stara się zachować elementy człowieczeństwa, że nie chce się zeszmacić, że nie chce się upodabniać do żula itp.
Cały ten jego wywód przepełniony emocjami i ubrany w kwieciste słowa wywołał jeden efekt: "Dobra, kupie wam te flaszki. Nie wiem panowie co wy bierzecie, ale to musi być dobre...". To były klasyki... B. usiłujący utrzymać równy tor jazdy, jego biedna siostra, która pod presją brata zmuszona była do sprzątania całego domu. Pamiętam też sławne lądowania z telemarkiem w kuble, jego dokładne wymiary oraz zawartość ;) Pamiętam jeszcze wcześniej jak z Kewem kupiliśmy nasze pierwsze piwo w Kamilce na ryneczku manhattańskim. Złoty Denar! A później paliliśmy skręty z papieru toaletowego i trawy, debile. Pamiętam każdy sylwester oraz pobyt w Lubniewicach. Ówczesne dziwne pomysły i słowa wypowiedziane do Mariana:" Stary, jesteś moim bratem, ze mną się nie napijesz, razem na dobre i na złe", później już słabo pamiętam... jedną dobrą pozycję na tarasie, oparci o barierkę, razem, jak bracia... bełtaliśmy w rytmie techno. No dobrze, ale przecież nie tylko alkohol był podstawą naszych spotkań. Nie pamiętacie kuligu?
Zabawa jak dla dzieci, ale przecież czasami trzeba odbierać świat trochę jak dziecko. Pamiętam jak wtedy Natalia dostała twarzowego śnieżka! A jak wyglądała historia z altaną? I magiczna wyprawa do netto oraz manufakturowa produkcja kanapek z marmoladą za ostatnie drobne, mi te kanapki smakowały jak nigdy w życiu (być może też z innego powodu). Kto pamięta Ustkę, oraz ustawianą przeze mnie sesję zdjęciową Marianowi i Sławkowi. To miały być zdjęcia prezentujące taki dziecinny zaciesz życiem!
Bober, pamiętasz jak śmigaliśmy w Mayerhofen kiedy wszyscy poszli jeździć na Penken, a my zostaliśmy na Ahornie z butelką rumu. To chyba były moje najlepsze skręty, poza tym to właśnie tam zdołałem urwać wiązanie przy zjeździe. W moim życiu jest także wiele radosnych chwil, przecież nie wszystko zawsze trzeba nad wszystkim się zastanawiać. Dużo chwil można łapać na zasadzie tego co w danej chwili czujesz, to taka forma intuicjonalizmu. Dziś pisałem maturkę z matmy. Jak się okazało, przyszły mnie odwiedzić i potrzymać mi towarzystwa dwie osoby. Przecież mogły siedzieć w domu i się uczyć samemu?! Jak widać coś w tym jest, dlatego ceni się ludzi, którzy często potrafią tak sami z siebie, z serca przyjść pogadać. Liczy się takie bezinteresowne zaangażowanie w znajomość, to że ktoś z sympatii dotrzyma ci towarzystwa. To chyba jest to!
1 comment:
Drogi Łukaszu. Cieszę się, że zdecydowałes się publikować swoje przemyślenia w Internecie. Uważam, że to co tu piszesz jest bardzo wartościowe i interesujące. To dobrze, że nasi rówieśnicy, oprócz spożywania alkoholu, mają też czas na analizę (i syntezę?) filozoficzną otaczającej rzeczywistości. Oby więcej takich postów! Pozdrawiam, Michał. PS. Skonfundowany zelot koreluje prokrastynację.
Post a Comment